Pandemia – słowo klucz, które pchnęło Mateusza Psonaka do udziału w programie „The Voice of Poland” i to z jakim skutkiem?! Najpierw zwycięsko przeszedł przesłuchania w ciemno, a teraz znakomicie poradził sobie w III etapie programu, zwanym „Nokauty”! Z powodu pandemii – właśnie – nie mogliśmy spotkać się osobiście, więc porozmawialiśmy on-line i oto efekty naszych rozmów: 

Paulina Zych: Hej, Mateusz, siedzę teraz i słucham piosenki, którą urzekłeś jury w programie „The Voice of Poland”. Zastanawiam się, czy mogłeś sam wybrać utwór na przesłuchanie? Czy raczej mieliście jakąś listę, z której trzeba było coś wybrać?

Mateusz Psonak: Oczywiście, że mogłem sam wybrać numer i tak zrobiłem, padła propozycja kilku piosenek, które chciałbym wykonać, ale ten numer jest mi bardzo bliski, więc postawiłem od razu na niego.

PZ: Jak długo pracowałeś przed tym występem i jak właściwie zaczęło się twoje śpiewanie? Kiedy odkryłeś w sobie talent wokalny?

MP: Nie miałem dużo czasu na przygotowanie utworu, co było też swojego rodzaju motywacją i pewnym sprawdzianem czy dam radę w krótkim czasie wyjść na scenę voice’a i zaśpiewać z marszu. Moje śpiewanie „na serio” zaczęło się ok 10 lat temu, gdzie byłem członkiem zespołu eventowego u swojego kuzyna. Wcześniej oczywiście śpiewałem, ale sam dla siebie.

PZ: Miałeś swoich faworytów muzycznych? Wzorowałeś się na kimś?

MP: Oczywiście. Jestem fanem klasycznego rocka z lat 60-80! Od Rolling Stonesów po Guns and Roses. Natomiast pod względem wokalnym imponuje mi bardzo Lenny Kravitz czy Matt Bellamy z zespołu MUSE i nimi się inspiruję.

PZ: Wróćmy do programu „The Voice of Poland”, kto pchnął cię w tym kierunku? Jak to się stało, że zdecydowałeś wystąpić w programie?

MP: Pandemia, to słowo klucz. Niestety, nie mogliśmy spotykać się z zespołem na próbach w tamtym czasie a ja zacząłem nagrywać covery na YT, aby nie wypaść z rytmu. O castingach dowiedziałem się online, bo śledzę każdą edycję Voice of Poland. Dodatkowo dla przypomnienia dostałem informację od mojej nauczycielki wokalu (Pani Marzena Osiewicz) abym spróbował swoich sił – i tak też zrobiłem.

PZ: Jak wygląda dzień Mateusza Psonaka? Ile w nim miejsca na muzykę?

MP: Mój dzień wygląda jak większości osób, z tym że dużo czasu poświęcam na muzykę. Jest oczywiście praca, do której chodzę od poniedziałku do piątku. Codziennie staram się rozśpiewywać, pomimo braku koncertów. Z moim zespołem „Barber Q” spotykamy się w każdą niedzielę na próbach, gdzie sukcesywnie ćwiczymy swoje autorskie numery.

PZ: Pochodzisz z niewielkiej miejscowości, jaką jest Trzebicz, czy w takich okolicznościach trudniej szlifować swój talent? Czy raczej nie ma to znaczenia?

MP: Myślę, że nie ma to zupełnie znaczenia – jeśli ktoś ma pasję, to znajdzie się sposób na to, aby tę pasję pielęgnować – niezależnie czy mieszkamy w dużym mieście, czy w małej miejscowości.

PZ: Co po programie? Masz jakieś plany? Zostajesz w Polsce, czy wracasz do Szkocji i tam kontynuujesz karierę?

MP: Kolejnym marzeniem jest oczywiście nagranie albumu z zespołem i to jest cel do którego wspólnie dążymy!

PZ: Za tobą trzeci etap programu, czyli „Nokauty”, jak się czujesz? Był stresik?

MP: Czuję się bardzo podekscytowany, za każdym razem jak widzę siebie w TV- jestem ciekawy swojego wykonu i stresuję się tak samo, jak podczas występu, emocje przeżywam na nowo, więc stres jak najbardziej mi towarzyszy. „Nokauty”, to chyba najtrudniejszy etap programu ,więc ten stres jest podwojony!

Gratulujemy sukcesu w tym najtrudniejszym etapie programu, trzymamy bardzo mocno kciuki za kolejne sukcesy i przede wszystkim za nagranie płyty, na którą czekają już twoi fani. 

Rozmawiała Paulina Zych