Zaczepiano moją ciocię na ulicy mówiąc za nią, że nieźle się obłowiła. Po hejcie, jaki pojawił się w Internecie na portalach współpracujących z UM, byliśmy zaczepiani i szykanowani.

Wczoraj o 17:00 w Urzędzie Miejskim w Drezdenku rozpoczęła się XXXI sesja Rady Miejskiej, która miała dość uroczysty charakter, ponieważ była podsumowaniem zeszłorocznej pracy na rzecz gminy. Rada udzieliła burmistrz Karolinie Piotrowskiej wotum zaufania, ale zanim to nastąpiło, omawiano kwestie związane z zeszłoroczną działalnością. W tym kontekście głos zabrała była dyrektor MGZO (w skrócie oświata), wyraziła niezadowolenie względem hejtu, jaki miał miejsce na lokalnych portalach, tuż po wypłaceniu odpraw byłym pracownikom MGZO.

Wykluczyliście pracowników MGZO ze społeczności (…) Drezdenka. To, co odbyło się na pracownikach MGZO, jest po prostu żenadą. Jak może radny, jak może wiceburmistrz podżegać do dyskusji na Facebooku, oczerniając pracowników? To się, po prostu, nie mieści w głowie.

Po tych słowach, Ewa Pręt zaprosiła swojego pełnomocnika, mec. Andrzeja Nowaka do wypowiedzi na temat sytuacji związanej z likwidacją MGZO.

Prawo, jak każda dziedzina, jest przewidywalne, ono określa pewne normy i czytając je, wiemy, co nas czeka, kiedy jego przestrzegamy, a kiedy je stosujemy. Nie widzę takiej alternatywy: albo przestrzegamy prawo, albo mieszkańcy płacą więcej.(…)Na portalach społecznościowych zabezpieczyliśmy screeny, zastanowimy się, co z tym dalej w przyszłości zrobić. Nie zależy nam na eskalacji, ale chciałbym, żebyście zdali sobie państwo sprawę z tego, co się zdarzyło tutaj, na tej sali, kiedy państwo dyskutowali i oceniali ten zespół. Ta ocena spowodowała, że przypisano zespołowi odpowiedzialność za państwa decyzje. To nie zespół podejmował decyzję o likwidacji, tylko państwo. Podjęcie tej decyzji spowodowało działanie prawa tego, którego trzeba przestrzegać. Jeśli rozwiązano zespół, rozwiązano umowy o pracę z pracownikami, to im trzeba wypłacić pewne świadczenia, które są określone absolutnie, co do złotówki, co do grosza, w przepisie prawa. Nawet gdyby pracownik chciał być hojny i przeznaczył to, co mu się należy, z mocy prawa, on, żeby tym zadysponować, musi najpierw to wziąć. On może to przekazać na cele społeczne, może to podarować babci, cioci (…) ale takie świadczenia wywołują konsekwencje publiczno-prawne, w zakresie – chociażby – opodatkowania. Zarówno pracownicy, jak i państwo, musieliście przestrzegać prawa i od tego wszystkiego te świadczenia odprowadzić i pokryć. Budżet gminy, jeśli rada podjęła decyzję o likwidacji MGZO, to z całymi konsekwencjami i to nie powinno być dla państwa zaskoczeniem: rozstajemy się z pracownikiem w zakładzie pracy, który zatrudnia co najmniej 20 pracowników (…) podlega to ustawie – chociażby – o skutkach rozstawania się z pracownikami z powodów nie leżących po stronie pracowników. Żaden z pracowników nie marzył o tym, aby rozstać się ze swoim miejscem pracy, więc przyczyna leżała po stronie pracodawcy. Gmina mogła to przewidzieć (…) to, co się stało na stronach portali miejscowych gazet (…) zajrzyjcie na Facebook, tam jest horror, tam cały hejt został skupiony na kilkunastu pracownikach, ich obwiniono za to, że ktoś teraz musi szukać pracy. Jeśli rozstaje się z tobą pracodawca, obojętnie czy prywatny, czy państwowy, dostajesz to, co ci się należy z mocy prawa. W tej chwili masz jeszcze z powodu covidu dodatkową pomoc. To nie jest wina pracownika, że się z nim pracodawca rozstał. To nie pani Ewa podjęła decyzję o tym, że straciła pracę, zdecydowano to za panią Ewę. Pani Ewa, jako kierownik jednostki likwidowanej, wykonywała wszystko to, co zostało zapisane przepisami prawa. Jeśli nie ustanowiono likwidatora, pani Ewa stała się z mocy prawa likwidatorem (…) Urząd miał dużo czasu, zastanawialiście się państwo co najmniej od kwietnia, co zrobić z MGZO, więc można było w zasadzie rozpisać na role, wszystkie dokumenty mogły być przyjmowane tutaj, na radzie razem w uchwałą. Pani Ewa w marcu jeszcze zastanawiała się, czy przyjdzie ten likwidator, czy nie (…) ona po nocach nie spała, czytała ustawę i zastanawiała się, co komu, ile ma zapłacić, żeby nie naruszyć dyscypliny i żeby nie naruszyć prawa, bo z kolei gdyby potem pracownik podał ją, jako pracodawcę, ona ponosiłaby odpowiedzialność; nie tylko moralną, ale i prawną. Gdyby pracownik wygrał w sądzie, wtedy już wygrałby te swoje odprawy należne mu z mocy prawa, nie tylko w tych kwotach, które wypłacono mu netto, bo proces, ze względy – chociażby – na covid byłby przesunięty o parę miesięcy i trzeba by było dopłacić sporo odsetek. (…) Jak wchodzę na Facebooka i czytam, co się zdarzyło, to wygląda na to, że pani Ewa zlikwidowała MGZO, pani Ewa wygenerowała koszty likwidacji, ludzie wytykają ją na ulicach palcami i mają do niej o to pretensje. Tak nie można, prawa trzeba przestrzegać, ale prawo trzeba przede wszystkim znać i również przewidywać to, co się zdarzy, kiedy my podejmiemy uchwałę, co do której prawo dopisuje dalszy harmonogram. (…) Odpowiedzialność za decyzję podejmują ci, którzy ją podjęli, nie można potem oczekiwać, że pracownicy, z którymi się rozstano, którym przekreślono karierę zawodową i wieloletnią, wspaniałomyślnie zrezygnują ze swoich odpraw i pójdą żebrać na ulicę (…).

Przewodniczący Rady Miejskiej, Mariusz Suchecki, tuż po wystąpieniu mec. Andrzeja Nowaka zapewnił, że rada będzie jeszcze dyskutowała nad tym problemem w podsumowaniu roku 2020.

Burmistrz Karolina Piotrowska ustosunkowała się do wypowiedzi mecenasa podkreślając, że proponowała zespołowi MGZO pracę w referacie oświaty, ale pracownicy świadomie z tej oferty nie skorzystali. Wspomniała również, że podczas prezentacji na jednej z sesji była mowa o 18 etatach, a podczas likwidacji wzrosły one do 21 „tak, aby wskoczyć na inny sposób rozliczenia”. Burmistrz Karolina Piotrowska powiedziała również o niedociągnięciach związanych z panią, która przeszła na emeryturę „tylko po to, żeby po 10 dniach ponownie ją zatrudnić bez konkursu, na takie same stanowiska”.

Nie jest to ani miejsce, ani czas na taką dyskusję. Myślę, że poproszę szanowną radę o zwołanie odpowiedniej komisji tak, abyśmy mogli merytorycznie porozmawiać tylko i wyłącznie w tym temacie

Podsumowała burmistrz Drezdenka, Karolina Piotrowska.

Głos zabrała również Ewa Pręt odnosząc się do słów burmistrz Karoliny Piotrowskiej:

Chciałabym odnieść się do uwag pani burmistrz, do raportu, że było 18 pracowników i pięć i pół etatów. Zapomniała pani dodać, że dwie pracownice przebywały na urlopach macierzyńskich, które były też na listach płac i były nadal pracownikami MGZO (…) Jeśli chodzi o odszkodowania i odprawy, to wyście spowodowali te odszkodowania podejmując taką uchwałę – za dwa miesiące skróconego okresu wypowiedzenia.

Byłe pracownice MGZO pytane o to, dlaczego nie skorzystały z oferty pracy w referacie, odpowiedziały, że oferta ta była niekorzystna i że straciłyby na nowych stanowiskach, które przewidywały inny zakres obowiązków niż w dotychczasowym miejscu pracy. Burmistrz Karolina Piotrowska wcześniej podkreślała, że proponowała pracownikom korzystne warunki płacowe, czego pracownicy MGZO nie potwierdzili.

Tuż po likwidacji MGZO w Internecie zawrzało, codziennie pojawiały się nowe artykuły i wpisy na portalach współpracujących z Urzędem Miejskim. Wpis przedstawiający w negatywnym świetle MGZO można przeczytać na oficjalnym fanpage jednego z radnych miejskich, Tomasza Walczaka, artykuł na portalu idrezdenko, który nie przedstawił opinii drugiej strony. Pani Ewa Pręt zapowiedziała wyciągniecie konsekwencji prawnych wobec osób publikujących nierzetelne materiały na temat jej, jak również byłych pracowników MGZO. Mecenas reprezentujący sprawy Ewy Pręt zapewnił, że wszystkie materiały, które ukazały się w sieci w tym czasie i wpisy podżegające do linczu są zabezpieczone na potrzeby rozprawy sądowej, która będzie nieunikniona.

Hejtem po łbie?

Pracownice byłego MGZO oraz ich krewni wypowiedzieli się na naszych łamach anonimowo bojąc się o własne bezpieczeństwo:

Zaczepiano moją ciocię na ulicy mówiąc za nią, że nieźle się obłowiła. Wpisy na portalach i komentarze pod nimi jednoznacznie wskazywały na pewne osoby. Drezdenko to małe środowisko, ludzie tutaj się znają, to był po prostu lincz.

Po hejcie, jaki pojawił się w Internecie na portalach współpracujących z UM, byliśmy zaczepiani, szykanowani. Bardzo przykre były komentarze sugerujące, że siedzimy i spijamy kawkę nic nie robiąc. Tak naprawdę nigdy nikt do nas nie przyszedł i nie zobaczył, jak nasza praca wygląda. Jedynie redaktor Twoich Wieści przychodziła kilka razy zobaczyć, jak wygląda nasza praca. Nikogo z portalu idrezdenko tutaj nie było, tym bardziej przykre były nagłówki o tym, że jak zarobić, to tylko w MGZO i pisali to młodzi ludzie, którzy albo jeszcze uczą się w szkole średniej, albo jeszcze nie ukończyli studiów. Wiele lat pracowaliśmy rzetelnie, wkładaliśmy mnóstwo starań w naszą pracę, która została podsumowana niesprawiedliwie.

Na sesji, mecenas Andrzej Nowak wręczył radnym pismo, które jest odpowiedzią na raport opublikowany na BIP oficjalnej strony Drezdenka. Sprawa trafiła do Sądu Administracyjnego, a więc jest w toku.

Link do całej sesji: 

https://www.youtube.com/watch?v=V-8Ry4gNOrc&t=5626s

 

EB