Poniemieckie cmentarze na ziemiach polskich to niemały problem. Z jednej strony, wszyscy są równi wobec Boga, z drugiej zaś gdzieś na dnie serca została zadra po II wojnie światowej, jednak po latach coraz więcej gmin i prywatnych osób stara się uratować szczątki poniemieckich cmentarzy traktując je jak zabytek architektury cmentarnej. 

Poniemieckie cmentarze są o tyle problematyczne, że z jednej strony naród niemiecki przez długi czas po wojnie wzbudzał w Polakach niechęć, a więc raczej nie dbano o te cmentarze po wysiedleniu Niemców z Polski – wręcz przeciwnie, krążą legendy o marmurowych, czy też granitowych płytach skradzionych na poniemieckich cmentarzach, a z których w efekcie robiono w domach parapety i schody. To samo działo się w niektórych wsiach z kościołami, już sam fakt, że zbudowali je Niemcy, wzbudzał w niektórych Polakach wstręt. Nigdy nie mówiło się głośno o rozszabrowanych cmentarzach i kościołach, ale tak było, tak też głoszą świadkowie rzeczonego szabrownictwa. Kościoły rozbierano z czego się dało i wywożono w różne miejsca, ale przedtem  II wojna światowa też nie była łaskawa wobec budowli, to cud, że tak wiele udało się zachować z architektury zabytkowej. Jeśli dziś ktoś zainteresuje się losami poniemieckich cmentarzy, niewiele zostanie mu do ocalenia i pojawia się dylemat; karczować stare cmentarzyska, czy czekać aż ulegną całkowitemu samozniszczeniu? Wtedy problem sam się rozwiąże. Coraz częściej Polacy wykazują chęć ocalenia grobów od zapomnienia, jeśli to możliwe, szukają nazwisk na nagrobkach i próbują kontaktować się z rodziną umarłych, ale to nie lada wyzwanie, bo pochowani na takich cmentarzach żyli jeszcze w pierwszej lub drugiej połowie dziewiętnastego wieku! Często ich nowe pokolenia noszą już inne nazwiska. Bywa, że niektórym udaje się nawiązać kontakt z rodzinami umarłych, ale to rzadkość. 

Dosyć ciekawym przykładem jest pani Andżelika Babula z Gostkowa koło Starych Bogaczowic. Kiedy dowiedziała się, że teren, na którym znajdują się stare mogiły chce wykupić inwestor, szybko stanęła do przetargu i została właścicielką gruntu. Pani Adżelika stary cmentarz znała od dziecka, po przejęciu gruntu założyła fundację „Anna w Gostkowie”. Uporządkowała z przyjaciółmi stare grobowce, wykarczowała cmentarz i dopiero wtedy ukazała się cmentarna sztuka kamienna: piękna kapliczka rodziny Urllichów, pomniki i rzeźbione nagrobki. Pani Andżelika uratowała dużą część cmentarza przed dewastacją.

Jeśli ktoś widzi taki zniszczony cmentarz, zachodzi w głowę, jak może ocalić go od zupełnej destrukcji. Zapalenie zniczy, to piękny gest, ale zbyt mały, by uratować miejsce pamięci: porośnięte mchem szczątki nagrobków, wbite w ziemię pomniki, popękane, porozrzucane na zarośniętym dzikimi krzewami placu. Pojawia się refleksja, że po nas też za jakieś sto lat zostanie tyle samo, a może… ktoś stąpając po naszej płycie nagrobnej nawet nie będzie tego świadom, bo ziemia pochłonie pomnik i przyprószy go zielonym mchem, albo bluszczem, tak obficie, że pod butem zrobi się miękko. 

Cisną się na usta słowa fraszki Jana Kochanowskiego:

Zacność, uroda, moc, pieniądze, sława

wszystko to minie jako polna trwa (…)

Naśmiawszy się nam i naszym porządkom

wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom

Pobyt w takich cmentarzach prowokuje do ciężkiej refleksji o marności i kruchości życia. Żaden pomnik nie jest trwalszy niż ze spiżu, żaden materialny,  czego nie można powiedzieć o duchowym, czy intelektualnym. Kochanowski – przytoczony powyżej – będzie wiecznie żywy w lekturach szkolnych, rozmowach, a nawet powiedzonkach, postawił sobie pomnik, o jakim marzył Horacy – pomnik pamięci. Był niewątpliwie wybitnym i wszechstronnie wykształconym pisarzem epoki renesansu. Jaki pomnik postawiła sobie Klara Halfulde z Kosina w województwie lubuskim? Wiemy tylko tyle, że urodziła się w 1825 roku, a zmarła w 1905 r. Płyta z napisem wypłowiała, nawierzchnia wykruszyła się, pewnie za kilkanaście lat po niemieckiej gotyckiej czcionce nie będzie już śladu i grób Klary stanie się jednym z wielu nieznanych grobowców. Z boku na grobowcu widnieje podpis „A. Lieske, Kreuz”. Ten znak czasu też zniknie, bo substancja na pomniku, niczym tynk, odpadnie poddana warunkom atmosferycznym. Nikt tych grobów nie konserwuje, nikt nie poprawia literek na płytach. Tylko Klara jest tam najbardziej widoczna. Nie wiadomo, czy była mieszkanką Kosina, czy może okolicznej wsi? Nazwisko wpisywane w internetowej wyszukiwarce google, również nie istnieje. Kim była ta niemiecka kobieta, której udało się przeżyć 80 lat w ciężkich czasach? Tego już się nie dowiemy.

Poniemiecki cmentarz w Kosinie/Fot. Paulina Zych.
Poniemiecki cmentarz w Kosinie/Fot. Paulina Zych.

Takie pytania nurtują wielu ludzi zwiedzających stare poniemieckie cmentarze. Dla antropologów to gratka, poszukiwanie imion, nazwisk, dat, żeby wiedzieć, jakie imiona nadawali rodzice swoim dzieciom, ile lat żyli ludzie, dlaczego dzieci nosiły imiona rodziców, albo żeby dojść do wniosku, że moda na imiona wraca jak bumerang. Poszukiwanie joginów, szamanów, rytuałów – zostawmy to zapalonym antropologom.

W ostatnim czasie zwiedziłam dwa poniemieckie cmentarze, w Starym Kurowie oraz w Kosinie. Właściwie ten drugi cmentarz niby znam od wielu lat, ale nigdy nie „zapuszczałam się” tam, miejsce wywoływało mój strach – nieuzasadniony. Na cmentarzu w Starym Kurowie zostały tylko szczątki, albo puste miejsce po grobowcach wypełnione stertą śmieci. Ten w Kosinie w porównaniu z pierwszym, wymienionym przeze mnie, ma się całkiem dobrze, choć nie najlepiej. Pamiętają o nim jednak ludzie mieszkający w pobliżu, zapalają znicze zawsze w okolicach 1 listopada, czyli w Dniu Wszystkich Świętych.

Proszę nie zrywać bluszczu. Niech ten cmentarz będzie miejscem pamięci. My zawsze zapalamy tutaj znicze, zawsze pamiętamy.

Poniemiecki cmentarz w Kosinie/Fot. Paulina Zych.
Poniemiecki cmentarz w Kosinie/Fot. Paulina Zych.

Powiedział mieszkaniec Kosina. Nie zrywałam bluszczu, pochylałam się nad grobowcami, zdmuchiwałam kurz, chciałam dowiedzieć się, kto jest pochowany w miejscu, przy którym akurat stałam. Właśnie wtedy odkryłam – w dosłownym tego słowa znaczeniu – Klarę: „Hier ruht in Gott Halfulde Klara” – tu spoczywa w Bogu Halfulde Klara. Wieczny odpoczynek racz jej dać panie – szepnęłam czyniąc prawą ręką znak krzyża. Przecież wobec Boga jesteśmy wszyscy równi, wszyscy kiedyś będziemy napisem na nagrobku, medalionem, albo niezidentyfikowanym pomnikiem. Jednym z wielu.

Zostanie kamień z napisem:

Tu leży taki i taki.

Każdy z nas jest Odysem,

Co wraca do swej Itaki

Powiedziałby Leopold Staff. A ja zgadzam się z sentencją mojego sąsiada: niech te cmentarze będą miejscem pamięci. Może i nam ktoś zapali znicz, która oświetli ciemność w gąszczu dzikich krzewów?

Paulina Zych