W mrokach biogazowni

Czy wszystko jasne? Skądże. A jednak. Jasne jest to, że interesy władz Drezdenka, mieszkańców i inwestorów należą do bardzo różniących się od siebie bajek. W każdej z nich występuje inna postać, która jest co najmniej kontrowersyjna. Jeśli ktoś nie był na piątkowym spotkaniu, mającym miejsce w Centrum Promocji Kultury, nie jest w stanie uzmysłowić sobie, jak było naprawdę. Żadna transmisja tego nie odda.

Dlaczego ludzie rozgrzani byli do czerwoności? Choćby z prostej przyczyny- nikt nie lubi uczestniczyć w imprezie, którą zwołano ad hoc, dowiedzieliśmy się o niej we wtorek, plakaty jednej i drugiej strony zawisły w środę, czyli dwa dni przed spotkaniem. Ktoś nie pomyślał, czy świadomie zadziałał, żeby przyszło jak najmniej przeciwników biogazowni, a inwestorowi zależało na zaliczeniu konsultacji społecznych? Można tak przypuszczać w kontekście wypowiedzi pani Burmistrz, kilku wypowiedzi. Zapytana o zamiar zorganizowania przez inwestora spotkania z mieszkańcami, powiedziała w poniedziałek (24.02.) na komisji: „ Były prowadzone rozmowy z dyr. CPK o możliwości wynajęcia sali na takie spotkanie, ale na dzień dzisiejszy, nie doszło do podpisania umowy na wynajem sali, ani nie wniesiono opłaty”. Z kolei podczas spotkania, już w CPR stwierdziła, że inwestor planuje budowę biogazowni. Planuje? Czyżby zatem to spotkanie piątkowe było początkiem nowej akcji – próbą uzyskania ponownie zgody na budowę biogazowni? Całkiem możliwe, ponieważ – na szczęście – inwestor nie zadbał o wypełnienie wszystkich ciążących na nim obowiązków podczas próby usytuowania biogazowni, dwóch o mocy po 1MW każda, czyli 2MW- na działkach i tu nadal ten sam problem, na których działkach, więc wstrzymam się z ich numeracją (dodam jeszcze ,że działka, która pojawia się i znika w papierach, a niektórzy twierdzą, że to na skutek czeskiego błędu, ma nr 469/13 i… istnieje naprawdę).

Przyjrzyjmy się jeszcze zarzutom, jakie padały pod adresem członków stowarzyszenia Społeczne Towarzystwo Obrońców Przyrody STOP. Kłamstwo to wyraz, który często się powtarzał w wypowiedziach wszystkich stron. Kłamstwo jednak nie wystarczy nazwać kłamstwem, trzeba jeszcze je uzasadnić. W dokumencie dumnie zwanym Decyzją nr 50/2015 o ustaleniu warunków zabudowy, powtórzę: USTALONO WARUNKI ZABUDOWY. Ustalono, czasownik dokonany, warunki, jakie narzuca się wykonawcy, tu: inwestorowi. I cóż my tu mamy, a co nam się zarzuca, że jest kłamstwem, inaczej, że my kłamiemy. Pismo podpisane przez Reginę Netyks, Kierownika Referatu Budownictwa i Urbanistyki, zawiera cały szereg budzących w nas wątpliwości i sprzeciwy sformułowań i danych. Na pierwszej stronie czarnym flamastrem zamazano nazwę firmy. Dlaczego? Dalej: „Stan prawny terenu- tereny rolne i tereny objęte zakazem zabudowy” (sic!). „Na terenie inwestycji znajduje się stanowisko archeologiczne”. Dalej, w punkcie 9. str.2: „Realizację inwestycji należy prowadzić w sposób zapewniający ochronę uzasadnionych interesów osób trzecich”. Na str.3 ciekawe przekłamanie: „Inwestor przedłożył decyzję burmistrza Drezdenka znak GG.6220.3.2015 z dnia 27.04.2015 stwierdzającą brak potrzeby przeprowadzenia oceny oddziaływania przedsięwzięcia na środowisko, wydaną po zasięgnięciu opinii Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Gorzowie Wlkp. i Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego w Drezdenku”. Szkopuł w tym, że Sanepid nie zgodził się na zaniechanie badań środowiskowych i żądał ich wykonania. O tym nie pisnął poprzedni burmistrz, to pominęła milczeniem obecna pani burmistrz. Dlaczego? Sanepid domagał się badań, urząd pominął to milczeniem. Ale kłamiemy my. Dalej, w tym samym piśmie dowiadujemy się, że „Przedsięwzięcie realizowane będzie na terenach rolnych w odległości około 1200 m od obszaru objętego ochroną na podstawie ustawy o ochronie przyrody tj. Natura 2000”. Około. W piśmie urzędowym podaje się odległość z przyimkiem „około”? I ta odległość! Na wszystkich mapach odległość działki od Natury 2000 wynosi 5 m. Trudno to podciągnąć pod słynne już około. Tylko leśna droga oddziela działkę od Natury. Dalej w piśmie też jest około 900 od zabudowań. I znów my kłamiemy. Ale zastanówmy się, jak te dokumenty, które tak naprawdę trudno nazwać dokumentami, będą wpływać na decyzję kancelarii adwokackiej z ul. Strusia 10 w Poznaniu? Przecież żaden z mecenasów nie wie, nawet nie przypuszcza, że według naszych urzędników odpowiedzialnych za sporządzenie decyzji 5 i 1200 znajduje się około siebie. Na tej samej 3 str., która jest źródłem naszych kłamstw, zapisano jeszcze informację, że „Stosownie do art. 61 ust.1 u.p.z.u., wydanie decyzji o warunkach zabudowy jest możliwe jedynie w przypadku łącznego spełnienia następujących warunków” (jest ich pięć i wędrują na str.4): co najmniej jedna działka dostępna z tej samej drogi publicznej, jest zabudowana w sposób pozwalający na określenie wymagań … – nie jest; teren ma dostęp do drogi publicznej – nie ma. A więc już dwa na pięć punktów nie spełniają wymagań. Jeszcze tylko taka uwaga, decyzja kończy się piękną sentencją, że każdy ma prawo do zagospodarowania swego terenu, w granicach określonych ustawą, zgodnie z danymi w decyzji, takiej, jaką wydał nasz urząd też, ale pod warunkiem, że nie narusza to chronionego prawem interesu publicznego oraz osób trzecich.

 

I teraz pytanie: Czy my, STOP, kłamiemy, czy może Decyzja nr 50/2015 , a raczej jej autorka, która z całą odpowiedzialnością umieściła pod tym, co napisała swoją pieczątkę? Czy to jakiś dualizm? Czy mi się tylko tak wydaje? Co innego się pisze, w imieniu prawa, z paragrafami, a co innego wysyła się w świat. Świadomie?

Sprawa z innej beczki, ale pod kątem, kto tu nie mówi całej prawdy. Postanowienie GG.6220.7.2015 z dnia 06.12.2019 , po rozpatrzeniu wniosku iTEN Sp. zo.o. O wydłużenie terminu decyzji środowiskowej, który wpłynął do Urzędu Miejskiego w Drezdenku w dniu 19.11.2019 Burmistrz Drezdenka postanawia odmówić wszczęcia postępowania w przedmiotowej sprawie. Pani burmistrz ogłosiła, że nie przedłużyła terminu decyzji. Jak łatwo się zorientować, odbiór był entuzjastyczny, wreszcie pani burmistrz przekonała nas, że działa z nami w jednej drużynie. Nie przedłużyła?! Warto przeczytać uzasadnienie: Wniosek, o którym mowa(…) składa się do organu nie wcześniej niż po upływie 5 lat od dnia, w którym decyzja o środowiskowych uwarunkowaniach, stała się ostateczna”. Czar prysł . Znów z powodu matematyki. Ten wniosek może być złożony po 27.07.2020r. ( 2015+5=2020). Matematyka jest bezwzględna. Nie tylko ona?

Na jednej z pierwszych sesji, kiedy okazało się, że mamy biogazowniany problem, my mieszkańcy, dowiedzieliśmy się od zdenerwowanej pani burmistrz, że nie możemy zerwać umowy z inwestorem, bo czekają nas wielkie finansowe kary, miasto i tak zadłużone, nie wytrzyma takiego ciosu. Musimy wziąć biogazownię na klatę?! Nie musimy, bo nie było żadnej umowy, były wyłącznie pozwolenia. Nie ma umowy, nie ma kar.

Czy mamy dwie małe biogazownie? Nie, my mamy jedną dużą biogazownię, która wymaga badań. Biogazownia przy biogazowni, każda o mocy 1MW… I znów kłamiemy, bo jeden dodać jeden nie równa się dwa…

Czego może bać się inwestor? Bo czego możemy się bać my, wiemy: smrodu, ciężarówek wiozących nieciekawy substrat, ich awarii, pogorszenia stanu naszych i tak beznadziejnych dróg, wypadków, tego, że szybko z wkładu roślinnego przejdziemy na pomiot kurzy, a potem, w trosce o nas, pobuduje nam się w pobliżu kurniki, że działki, które są bliżej i dalej zajmą rozrastające się fermy i już nikt z interesującymi propozycjami nie pojawi się u nas, boimy się chorób, epidemii i robactwa…

A czego boi się inwestor, wróćmy do pytania. Inwestor boi się, że zablokujemy drogi (i zrobimy to) wtedy substrat kurzy straci na wartości, potrzymamy go przed wjazdem do biogazowni, np. na szosie 174, 160 z pięć godzin i… I inwestor znów pomyśli o kurnikach na ziemi leżącej obok. Że jest uchwała, którą radni przegłosowali na sesji we wtorek 25. 02.2020? Ano jest. Ale z uchwałami tak jest, że dziś one są, a jutro większością głosów radnych przestają istnieć. Jaka stąd konkluzja? Tu nie ma miejsca na biogazownie, bo zbyt duże jest ryzyko, że hektary przeznaczone pod inwestycje, pójdą pod kurniki, a nas zaleje nie tylko fala smrodu, bo jakże proste pytanie zadał jeden z uczestników spotkania inwestorowi: Czy zna pan g…, które nie śmierdzą?

Śmierdzą, ale nie tylko one wydzielają nieciekawy zapach.

Czy tak trudno zrozumieć jedno proste zdanie: Nie chcemy biogazowni. My, osoby trzecie.

PS. Policja czekała pod salą. Ktoś ją powiadomił, ktoś, kto miał wielkiego BOJA, ale nie o Boja Żeleńskiego tu chodzi. Tacy jesteśmy groźni?!

Danuta Zych