Biogazownia – to temat, który popadł na kilka lat w stan latencji, obudził się właśnie teraz i wywołał bunt wśród lokalnej społeczności drezdeneckiej. 

Burmistrz Karolina Piotrowska zapewniła, że inwestor z Litwy zaskoczył ją wchodząc do urzędu i oznajmiając, że lada chwila zaczyna budowę biogazowni na terenie gminy Drezdenko, a ściślej rzecz ujmując między Czartowem, a Niegosławiem (lokalizacja biogazowni tak naprawdę nie jest dokładnie określona, gdyż numery działek są wątpliwe). Okazuje się, że inwestycja była planowana jeszcze za panowania poprzedniego burmistrza Macieja Pietruszaka, który zapewnił nas w rozmowie telefonicznej, że nie było żadnych uchybień podczas nabywania przez Llitwina działki na terenie gminy Drezdenko, dodatkowo dostał pozwolenie od Starostwa, ale temat ucichł i Litwin nie pojawiał się w rejonach Drezdenka aż do teraz. Były burmistrz nie widział w tej inwestycji nic zdrożnego, szczególnie, że z samej nazwy i przedrostka „bio” inwestycja miała być przyjazna środowisku – te inwestycje są przecież dotowane przez rząd, podobnie jak wiatraki i fotowoltaika.

Początkowo protestujący przeciwko biogazowni zarzucili obecnej burmistrz, że niestarannie przeprowadzono audyt. Burmistrz Karolina Piotrowska zapewniała, że nie było opcji, aby audyt pokazał tę inwestycję. Tak naprawdę o biogazwoni była już mowa w jednym z numerów Gazety Drezdeneckiej w około 2013 roku w relacji z sesji w UM. Nikt wtedy nie podnosił larum, nikt też nie reagował na biogazwonię, choć był to najlepszy czas, aby zapobiec tej inwestycji. Obecnie włodarze rozkładają ręce informując, że praktycznie sprawa jest już przesądzona, jednak burmistrz Piotrowska próbuje jeszcze sił w poznańskiej kancelarii prawnej, mieszkańcy czekają na wieści, jak na zbawienie.

Mieszkańcy nie chcą biogazwoni i składają masowo petycję w UM w Drezdenku. W Internecie zawrzało, piszą między innymi, że nie chcą aby obcy inwestor sprowadzał im smród zewsząd i zanieczyszczał zdrowe powietrze. Protestujący wymieniają szkodliwy wpływ na środowisko i obawy przed rozbudową kurzych ferm, co ma już miejsce na Litwie. Wielką obawą jest też duża ilość tirów dowożąca do biogazowni „śmierdzący towar”, a jak wiadomo, infrastruktura w gminie Drezdenko nie jest w najlepszym stanie, choć na pewno biogazownia z tytułu zwiększenia natężenie ruchu spowodowałaby dokończenie budowy obwodnicy. Czyli jak to w życiu bywa; coś za coś.

Temat podgrzewają publiczne kłótnie i obrzucanie się winą za inwestycję. Raz wina kierowana była w stronę obecnych włodarzy, innym razem w byłych włodarzy, albo w Starostwo. Oberwało się również byłemu wiceburmistrzowi Andrzejowi Kozubajowi, któremu zarzucono podpisanie zezwolenia na budowę biogazowni. Przedwczoraj Andrzej Kozubaj wydał publicznie oświadczenie w tej sprawie dementując fałszywą informację:

25 listopada Pan Patryk Gruszczyński napisał, że „inwestor ma zezwolenie na budowę, które podpisał zastępca burmistrza Drezdenka w 2016 r.” – oświadczam, że ta informacja jest nieprawdziwa. Nie podpisałem zezwolenia na budowę biogazowni. Zgodnie z przepisami prawa decyzję o pozwoleniu na budowę wydaje starosta. Natomiast rzeczywiście ja oraz ówczesny Sekretarz Gminy podpisaliśmy z upoważnienia burmistrza decyzje o środowiskowych uwarunkowaniach (określają one środowiskowe uwarunkowania realizacji przedsięwzięcia jakim jest budowa biogazowni rolniczej) przygotowane przez odpowiedni referat Urzędu Miejskiego na wniosek inwestora. Decyzja środowiskowa jest jednym z ważniejszych dokumentów spośród kilkunastu decyzji i pozwoleń jakie musi uzyskać inwestor.
Informację o wpisie P.Gruszczyńskiego otrzymałem przed Świętami. Zastanawiałem się czy warto po tak długim czasie dementować to kłamstwo skoro i tak już wszyscy wszystko wiedzą bo tak ogłoszono na facebooku. Przekonano mnie jednak, że powinienem. No właśnie, czy kłamstwo? Kłamstwo to przecież świadome twierdzenie niezgodne z prawdą mające wprowadzić kogoś w błąd. Pomyślałem, że Pan P. Gruszczyński nie miał żadnego interesu w tym, żeby publikować kłamstwa i narażać się w ten sposób na odpowiedzialność z tego tytułu. Wydaje mi się, że jednak Pan Patryk nieświadomie wprowadził wiele osób w błąd opierając swoje stwierdzenie na tym, co usłyszał na posiedzeniu Komisji Rady Miejskiej. Komisja ta odbyła się 21 listopada i dotyczyła kwestii budowy biogazowni rolniczej na terenie naszej gminy. W największym skrócie: na początku obrad burmistrz Piotrowska poinformowała wszystkich m.in. o tym, że cyt. „z 2015 r. jest decyzja środowiskowa w tej sprawie a pozwolenia na budowę zostały wydane w 2016 r.”. Następnie przez kilkanaście minut trwała dyskusja i w tym czasie wystąpił radny Walczak z następującym wnioskiem do burmistrz Piotrowskiej cyt. „proszę głośno powiedzieć: kto jest autorem tych decyzji, kto je podpisał, kto je wydał”. Odpowiadając, Piotrowska poinformowała, że są dwie decyzje środowiskowe i wymieniła z imienia i nazwiska (zgodnie z żądaniem Walczaka – „chciałbym wiedzieć z imienia i nazwiska”) osoby, które podpisały te decyzje – czyli mnie i ówczesnego Sekretarza Gminy. Radny Walczak nie wiedział (??) kto wydaje decyzje w Gminie – to burmistrz Piotrowska go poinformowała. W efekcie każdy, kto oglądał ten żałosny teatrzyk, mógł wyciągnąć taki wniosek jak Pan Gruszczyński, że to ja podpisałem zezwolenie na budowę biogazowni.
O jeszcze jednej kwestii muszę wspomnieć. Otóż w trakcie tej dyskusji o biogazowni, ze strony radnych z klubu popierającego Piotrowską, padały pytania o motywy podjęcia takich a nie innych decyzji przez byłego burmistrza. Oczywiście burmistrz Piotrowska nie mogła odpowiedzieć na te pytania natomiast poinformowała radnych, że cyt. „Panowie burmistrzowie nie przyjęli zaproszenia.” Zapomniała dodać, że zaproszenia na komisję zostały wysłane pocztą 19 listopada i do adresatów mogły dotrzeć najszybciej 20 listopada czyli dzień przed posiedzeniem komisji. Ponadto nikt nie zadzwonił żeby zapytać czy termin komisji odpowiada adresatom i czy będą mogli przybyć. Dzięki temu podczas posiedzenia komisji można było ogłosić, że burmistrz nie przyjął zaproszenia. A dlaczego nie przyjął? Odpowiedź na to pytanie pozostawiono w sferze domysłów. Nie ma chyba drugiej takiej gminy gdzie zaproszenie na posiedzenie organu rady gminy dostarcza się zaproszonym gościom na dzień przed posiedzeniem tego organu. Jak stwierdził mój znajomy: dzień przed to mogą się dziewczynki i chłopcy umawiać do piaskownicy. Dobrze, że na zaproszeniu, nad podpisem zapraszającego, nie było dopisku „Z wyrazami szacunku” bo słowo „szacunek” z takim sposobem zapraszania gości nie miałoby żadnego związku. Dlaczego w taki sposób zapraszano burmistrza? Czy to rzeczywiście poziom piaskownicy czy przemyślane działanie? Sami sobie Państwo odpowiedzcie biorąc pod uwagę również to, że podczas komisji burmistrz Piotrowska mówiła o zaproszeniu inwestora i wysłuchaniu jego odpowiedzi na wątpliwości radnych. Jednak ani Piotrowska, ani jej radni nie zająknęli się nawet o ponownym zaproszeniu byłego burmistrza tak aby móc wysłuchać jego odpowiedzi na pytania, które zadawali podczas komisji. Cóż, wygląda na to, że co mieli powiedzieć na temat działań burmistrza już powiedzieli, a jakieś uzasadnianie decyzji w ogóle ich nie interesowało.
W sumie: jedna komisja i takie tam prymitywne manipulacje. Czy kogoś dziwi ten poziom?

Biogazownia z jednej strony podzieliła ludzi na zwolenników i przeciwników inwestycji, z drugiej zaś zjednoczyła przeciwników i protestujących, których jest znacznie więcej. Zdecydowanie wyrażają oni niezadowolenie i mają żal, że nikt nie konsultował z nimi wcześniej tej inwestycji.

Czy biogazownia faktycznie powstania na terenie gminy? Gdzie trafią petycje mieszkańców?

Petycje najpierw musi rozpatrzeć komisja od skarg i petycji, to ona powinna przesłać inwestorowi znaczną ilość sprzeciwów, ale zanim to zrobi, już na najbliższej sesji będą omawiane przez włodarzy i radnych.

Paulina Zych