Wchodzi do pomieszczenia i natychmiast zwraca na siebie uwagę. Jest młody, bardzo młody, a emanuje z niego taka inność, która pozwala stwierdzić, że jest to ktoś wyjątkowy. Wiem, że wyjątkowy, ale przyglądam mu się z uwagą, jakby chcąc od razu rozszyfrować, co w nim jest szczególnego.

Co szczególnego tkwi w Aleksandrze Frąszczaku? Czym różni się od swoich rówieśników? Czego już dokonał? Co jest jego pasją? Czy tylko muzyka? Marzenia, plany, rzeczywistość, sukcesy, rozczarowania…

Danuta Zych: Głośno o Tobie – witam swego rozmówcę. Dlaczego?

Aleksander Frąszczak: Nie mam pojęcia – odpowiada z lekkim uśmiechem. Gram troszeczkę- dodaje.

Muzyka mówi inaczej

Aleksander, bo to on siedzi naprzeciwko mnie, gra od dziewięciu lat na saksofonie. Po zmianie Szkoły Podstawowej nr1 w Drezdenku, uczył się wtedy ( od piatej klasy) gry na fortepianie u Elżbiety Turostowskiej, na Gimnazjum nr 1 im. Józefa Nojiego, do gry na fortepianie dołączyła gra na saksofonie pod okiem Mieczysława Sorbala , stał się on- saksofon- dodatkiem do planu dnia, kwituje Aleksander. Trzeba przyznać, że nauczycieli miał znakomitych i bardzo wymagających. To go nie zniechęciło, wprost przeciwnie. Chciał grać. To był jego wybór. A zatem w klasie muzycznej gimnazjum pojawił się i entuzjazm, i przekonanie,że jeśli chce zostać muzykiem, trzeba podejść do sprawy poważnie. Faktycznie ostateczny wybór instrumentu nastąpił w szkole muzycznej za sprawą Jana Kupczyńskiego, ówczesnego nauczycieka Olka.

AF: Szkoła Muzyczna I stopnia w Strzelcach Krajeńskich, pięć lat i próba wyboru drogi dla siebie. Muzyka. Na studia muzyczne wybrałem Wrocław, Akademia Muzyczna im. Karola Lipińskiego, tam licencjat i teraz kolejny stopień, magisterium. Może Wrocław, może Katowice, mam rok przerwy, wybiorę.

DZ: Czy gra na saksofonie jest trudna, czy to wymagający instrument?

Aleksander Frąszczak/ Fot. prywatne archiwum.
Aleksander Frąszczak/ Fot. prywatne archiwum.

AF: Kompletnie nie czuję się kompetentny do jakiejkolwiek odpowiedzi na to pytanie, bo mam wrażenie, że cała ta technika przyszła mi trochę za łatwo. Saksofon zawsze mi się kojarzył z muzyką rozrywkową. W Strzelcach poszedłem w stronę muzyki klasycznej i to był dobry wybór. Zawsze byłem przekonany, że muzyka mówi inaczej, Wyjaśnię, co mam na myśli. To znaczy,że to jest coś, co każdy na swój sposób rozumie od momentu, kiedy został pierwszy raz poruszony przez muzykę, którą słyszy. Uczymy się tego języka całe życie, najczęściej nieświadomie. Tę świadomość zdobyłem tak naprawdę dopiero na studiach.

Samo granie jest tylko narzędziem

DZ: Dlaczego saksofon?

AF: Tak fajnie wyglądał, widziałem siebie z saksofonem, grającego muzykę rozrywkową. Cieszę się z wyboru: że saksofon i że muzyka klasyczna, bo ona jest cudowna, zwłaszcza ta do połowy XX w. Chciałbym tu jeszce podkreślić, że mam na myśli muzykę klasyczną, bo druga obecnie najbardziej rozwinięta gałąź muzyki, jaka jest jazz, właśnie od połowy XX wieku zdobywa moje uznanie w stopniu wysokim!

DZ: ?

AF: Dzisiaj jesteśmy świadkami bardzo dziwnego, moim zdaniem, zjawiska. Klasyczna kompozycja poszła w kierunku intelektualnego podejścia do materiału muzycznego. Nuty są porządkowane często w czysto matematyczny i pozbawiony emocji sposób, zatracając to, co w muzyce jest najcudowniejszą według mnie możliwością : opowiadanie historii. Nie mówię,że wszyscy współcześni twórcy cierpią na tę przypadłość. Mamy dzisiaj na przykład Andre Waigeina , który pisze muzykę wpadająca w jazz, czasem nieco bardziej filmowo. Albo nawet Jean- Denis Michat, którego muzyka odbiega od tradycyjnego wyobrażenia o niej

DZ: Sukcesy?

AF: II miejsce Bortniański Międzynarodowy Konkurs Muzyczny. W Kijowie. Dla wszystkich instrumentów. I miejsce zajęła Anna Palisko z Mińska, grała na flecie, należało jej się, jest świetna.

Pierwszy ważniejszy sukces- I miejsce na Białorusi , miałem wtedy 19 lat.

III miejsce na Europejskim Forum Saksofonowym we Wrocławiu, niedawno. Dodatkową satysfakcję sprawiło mi to,że grałem Bacha, Bach jest wymagający, wymaga perfekcyjnej kontroli nad oddechem oraz nad własną techniką, równocześnie jest to muzyka dająca dużo swobody w interpretacji, co jest dla mnie ogromnym atutem. Rzadko bywa tak, że wrażenie towarzyszące mi , schodzącemu ze sceny, pokrywa się z odczuciami jurorów. Najczęściej są to dwa odległe bieguny planety ,zapisującej się znakiem klucza wiolinowego. Dlatego byłem tutaj tym bardziej zadowolony,że zarówno ja , jak i sędziowie ocenili mój występ , jako co najmniej zadowalający- okazało się,że wszystkim się podobało. Konkurencja była duża, a jednak zająłem trzecie miejsce, choć do końca nie byłem z siebie zadowolony.

DZ: A największe rozczarowanie?

AF: Nie pamiętam… Troszkę przed rozpoczęciem studiów, to było w Szczecinku, poważny konkurs ogólnopolski. Sam się sobą rozczarowałem (uśmiecha się). Miałem wtedy 18 lat. Byłem rozczarowany sobą, ze względu na to, że nie wiedziałem w tamtym momencie, jak chciałbym grać, więc grałem „ po prostu”.

DZ: Do czego zmierzasz? Co będzie za lat dziesięć , dwadzieścia, masz 22.

AF: Muzyka jest dla mnie ważna, ale… dopuszczam też inne możliwości .. Chciałbym,żeby ludzie chcieli jej słuchać, ona ma wiele do przekazania.

Mam 33 lata, ciepłą posadkę w Szkole Muzycznej, II stopnia, na Akademii na przykład we Wrocławiu, może inne ciekawe miejsce w Polsce, w Europie.. Nierealne? Może właśnie realne. Czas pokaże.

Mam 44 lata, pójdźmy w drugą stronę. Jestem prezesem megakorporacji, zajmującej się badaniami nad sztuczną inteligencją… Zastanawiam się czy zainteresowanie muzyką ma jakieś granice, w języku polskim te granice są, a w muzyce?

Samo granie jest tylko narzędziem. Pasją rozwój.

DZ: Co robisz, kiedy nie grasz?

AF:Staram się nie mieć wolnego czasu.

DZ: A co powiesz o spóźnianiu się?

AF: W Stanach Zjednoczonych przeprowadzono eksperyment, tej samej, jednej grupie badanych, dano takie samo zadanie, wszyscy mieli ograniczenie czasowe, część z nich nieświadomie zapominała o minutniku , inni zerkali na niego co chwilę. Okazało się, że to właśnie ludzie, dla których czas jakby przestał istnieć, znacznie lepiej wykonali swoje zadanie, choć spóźnili się, przekroczyli czas, przeznaczony na wykonanie zadania. Można się nie spóźniać, ale czy warto? Jeśli nie ulegam ciągłym naciskom, lepiej pracuję i dłużej żyję.

Chciałbym wracać do … pierożków

DZ: Na koniec, chciałbym…

AF: Chciałbym, żeby Polska była krajem moich marzeń, chciałbym tu z radością wracać, zewsząd i zawsze. Chciałbym się tu dobrze czuć i wracać do pierożków w uczelnianym bufecie.

***

Na koniec dowiedziałam się jeszcze, co oznacza HERT? Wiecie? Nie?! Zapytajcie Aleksandra Frąszczaka z Gościmia, coraz bardziej znanego muzyka i to w coraz szerszych kręgach, naszego muzyka. To sympatyczny młody człowiek, który pięknie potrafi nie tylko grać, ale pointować swoje wypowiedzi. To cenna i rzadka cecha, jak jego wyjątkowy talent.

Danuta Zych