Maciej Bak od 21 października jest nowym prezesem Szpitala Powiatowego w Drezdenku. Przez 20 lat pracował w międzychodzkim szpitalu jako zastępca dyrektora, w tym 6 lat i ponad miesiąc był dyrektorem. Międzychodzki szpital w tym czasie rozbudował się i świetnie prosperował. Dziś pytamy o kondycję finansową drezdeneckiego szpitala, o poradnie specjalistyczne, sytuację kadrową i o najpilniejsze potrzeby. 

Paulina Zych: Przez 20 lat był pan zastępcą dyrektora Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Międzychodzie. Jak powszechnie wiadomo, międzychodzki szpital bardzo rozwinął się w tym czasie. Co się stało, że przeszedł pan do drezdeneckiego szpitala?

Maciej Bak: W Międzychodzie pracowałem przez 20 lat, w tym 6 lat i ponad miesiąc byłem dyrektorem szpitala, natomiast rozstrzygnięcie kolejnego konkursu nie było korzystne dla mnie, dlatego wróciłem na stanowisko zastępcy dyrektora szpitala. W pewnym momencie pojawiła się propozycja pracy w drezdeneckim szpitalu. Szpital w Drezdenku był mi znany, może nie aż tak blisko, natomiast z racji tego, że moja ówczesna zastępczyni pochodzi z Drezdenka i rozmawialiśmy czasami na temat szpitala w Drezdenku, to był mi najbliższy tutaj w okolicy. Trochę wiedzy na temat tego szpitala miałem. W Międzychodzie praktycznie zrobiłem wszystko, co było możliwe do zrobienia, jest to szpital rozbudowany, wyposażony w pełni i w sumie przez te 20 lat zainwestowane zostało około 40-50 mln zł – głównie w infrastrukturę i sprzęt medyczny. Powstał tam nowy pawilon diagnostyczno-zabiegowy, odtworzono oddział ginekologiczno-położniczy i noworodkowy, który był kiedyś w Sierakowie w starym obiekcie, niestety musiałem go zlikwidować, oczywiście z opcją odtworzenia – to wszystko udało się.

Powstał w nowym obiekcie nowy blok operacyjny, centralna sterylizatornia, w międzyczasie też tomograf komputerowy i szpital generalnie przez te 20 lat całkiem nieźle funkcjonował bez zadłużenia. Powróciliśmy w pewnym zakresie do lekarza rodzinnego. Kompleksowo było wszystko, to co powinno być w powiecie w ramach SPZOZ-u. Tutaj sytuacja wygląda troszeczkę inaczej, może tych przyszpitalnych poradni specjalistycznych jest mniej, natomiast zakres świadczeń jest dosyć porównywalny, poza tym jednym wyjątkiem, są te wszystkie podstawowe oddziały, które w szpitalu powiatowym powinny być, jest jeszcze dodatkowo oddział rehabilitacyjny, jest zakład opiekuńczko-leczniczy, mówię oczywiście o szpitalu w Drezdenku. Są też zespoły ratownictwa medycznego, jeden specjalistyczny, trzy podstawowe. Szpital jest częściowo wyremontowany, ale pewne rzeczy są jeszcze do zrobienia. Z takich najważniejszych rzeczy, które powinny się w drezdeneckim szpitalu pojawić, to: tomograf komputerowy, który jest ważną potrzebą diagnostyczną dla lekarzy, jak również dla pacjentów, żeby nie musieli być transportowani do tych badań, a z drugiej strony zwiększy to bezpieczeństwo samych lekarzy w diagnozie, ale również i zaoszczędzi czasu dla pacjentów. Ważną kwestią jest też usprawnienie izby przyjęć, docelowo myślę, że będę prowadził rozmowy na poziomie powiatu, ale przede wszystkim Urzędu Wojewódzkiego i konsultanta z dziedziny ratownictwa medycznego, aby jednak ten oddział ratunkowy się pojawił, tym bardziej, że jest izba przyjęć jako baza lokalowa odpowiada wymogom szpitalnego oddziału ratunkowego, więc podstawy i to mocne są. Z tego, co mi zdołano przekazać, jest dużo przypadków takich nagłych, które są przywożone przez zespoły ratownictwa do naszego szpitala przez nasze zespoły de facto, natomiast jest to izba przyjęć, a nie SOR, dlatego ilość tych przypadków jest dosyć spora i będzie uzasadnione, żeby jednak podnieść jakość obsługi tych pacjentów, których jest sporo w ramach szpitalnego oddziału ratunkowego – to są troszeczkę inne wymogi i standardy, które moglibyśmy spełnić, a jesteśmy prawie, że do tego przygotowani, żeby izba przyjęć w formie SOR-u mogła funkcjonować.

PZ: Parę dni temu na łamach Twoich Wieści umieściliśmy informację, że został pan nowym prezesem szpitala, mieszkańcy głównie pytają o chirurgię dziecięcą, o poradnie specjalistyczne: okulistę, dentystę, etc. Czy coś takiego jest w planach?

MB: Uważam, że pilniejszą potrzebą jest oddział ratunkowy, to przede wszystkim. Chcę powalczyć o lekarza dyżurnego na izbie przyjęć, bo wiadomo, że decyzja co do szpitalnego oddziału ratunkowego nie jest taka z dnia na dzień, natomiast chciałbym, żeby lekarz izby przyjęć tutaj jak najszybciej mógł się pojawić, co usprawniłoby pracę pozostałych oddziałów w szpitalu – to są priorytety i myślę, że tomograf komputerowy również, gdyż idzie w parze z pierwszą myślą. Tomograf jest wymogiem, aby taki oddział powstał, a z drugiej strony też z racji tego, że NFZ w tej chwili płaci praktycznie bez limitów za badania tomografii komputerowej, to myślę, że jest realna szansa zakontraktowania tych usług dla pacjentów ambulatoryjnych. Będziemy oczywiście myśleć również o poradniach specjalistycznych, a czy o dentyście? Nie wiem, gdyż te usługi dosyć mocno się sprywatyzowały i nie wiem nawet czy są takie potrzeby, żeby stomatologię tutaj uruchamiać przy szpitalu. Na ten moment nie analizowałem tego, ale też nie spotkałem się z tym, aby szpitale przywracały stomatologię w swoich strukturach. Niewątpliwie są jednak poradnie, które można by tutaj przywrócić, czy uruchomić, ale w tej chwili mamy poważniejsze potrzeby do zrealizowania. Na pewno do tematu takich, czy innych poradni, wrócimy w późniejszym terminie. Dosyć sporym problemem, nie tylko szpitala w Drezdenku, są braki kadrowe lekarskie i pielęgniarskie, co narasta z roku na rok. Z tym boryka się większość szpitali, myślę, że nie ma szpitala, który nie szukałby lekarza w takiej, czy innej specjalności w skali kraju. Problemy kadrowe oczywiście też dotyczą Drezdenka. Najtrudniejsza sytuacja jest z oddziałem internistycznym, mam nadzieję, że nie dojdzie do krachu, ale niczego nie mogę wykluczyć, tę sytuację zastałem już przychodząc i wiedziałem, że będą problemy kadrowe, bo pan ordynator odchodzi na emeryturę. Nie chcę wprowadzać niepokoju, ale nie można też wykluczyć żadnego scenariusza, na przykład zatrzymanie pracy oddziału.

PZ: Może się tak zdarzyć, że oddział przestanie przez jakiś czas funkcjonować?

MB: Myślę, że nie ma żadnego dyrektora, który byłby pewien, co się może wydarzyć następnego dnia. Nawet jeśli wydaje się, że dzisiaj i jutro wszystko jest zabezpieczone, to różne przypadki losowe mogą mieć miejsce, ale będę się starał, aby do tego negatywnego scenariusza nie doszło. Rozmowy trwają i będę się starał aby jak najwcześniej władze powiatu i społeczeństwo wiedziały, jak wygląda sytuacja…

PZ:a dobra jest współpraca z powiatem?

MB: Tak, jak najbardziej. Panowie starostowie są bardzo zaangażowani w szpital. Interesuje ich rozwój szpitala. Myślę, że chcą tego szpitala, jak większość personelu łącznie oczywiście ze mną, chcą też aby się rozwijał i żeby jakość opieki była jak najlepsza.

PZ: Jak ocenia pan szpital w Drezdenku?

MB: Oceniam całkiem pozytywnie, jest to dobry szpital, dobrze poukładany, natomiast problemy są takie jak u większości szpitali – kadrowe. Większość osób jest przemęczona i to powoduje, że mogą pojawić się jakieś napięcia między pacjentami, a personelem. Wiadomo, przy przemęczeniu jest większa podatność na stres, a możliwości obsługi są ograniczone właśnie ze względu na niedobory personelu. Te niedobory personelu biorą się też z tego, że brakuje kadry i mamy też ograniczone finansowanie ze strony NFZ, co powoduje raczej minimalną ilość zatrudnienia osób. Głównym powodem jest, mimo wszystko, brak tej kadry.

PZ: Czy pan prezes będzie kogoś zwalniał?

MB: Na pewno chcę zatrudniać osoby, które będą potrzebne w pracy szpitala.

PZ: …ale pielęgniarki nie muszą czuć się zagrożone?

MB: Takiego zagrożenia na chwilę obecną nie widzę, chyba, że zdarzyłaby się likwidacja oddziału, ale nie zakładam tego scenariusza, bo to byłby niedobry scenariusz, chociaż niczego nie można wykluczyć – zdarzają się różne sytuacje. W każdym razie teraz są pewne braki kadrowe i to jest największy problem, a nie nadmiar tych kadr. Czy będą zwolnienia? Na tę chwilę takich potrzeb z mojej strony nie ma i tych zwolnień specjalnie nie przewiduję, natomiast nie mogę ich wykluczyć. Czekamy na kontrakty, które będą w przyszłym roku, propozycję NFZ mają się pojawić do 29 listopada. Rosną koszty osobowe, mimo wszystko, bo podnosi się najniższa krajowa, obowiązują nas inne regulacje, które zostały wprowadzone przepisami prawa, które musimy respektować i faktycznie są większe środki w systemie NFZ, ale czy one nadążają za rosnącymi kosztami? Nie do końca. Te koszty wynikające z przepisów rosną szybciej niż te wzrosty kontraktów z NFZ, w związku z czym jestem zobowiązany, żeby każdą złotówkę wydawać racjonalnie – inaczej sobie tego nie wyobrażam.

PZ: Jaka jest kondycja finansowa szpitala?

MB: Póki co, szpital jest na minusie, ale ta sytuacja nie odbiega od 80% szpitali powiatowych. Szpital ma płynność finansową, a to jest najważniejsze. Osobiście uważam, że czy to SPZOZ, czy spółka, jak tutaj szpital w Drezdenku, z udziałem 100% powiatu, czyli państwowego samorządowego właściciela, to szpitale, które działają w ramach kontraktu NFZ (przynajmniej na dzień dzisiejszy) nie są od tego, żeby generować zyski, to jest moje zdanie. Szpital powinien się bilansować i nie przynosić strat, to jest podstawa jeśli chodzi o stronę finansową. W innym przypadku możemy domniemywać, że oszczędzamy na pacjentach, czy personelu. Jednym zdaniem: szpital nie powinien przynosić zysków, powinien się bilansować.

PZ: Trochę zmienię temat. Czy ma pan jeszcze, w ogóle, czas na hobby?

MB: (uśmiech) Powiem szczerze, że … trochę z tym czasem na hobby jest słabo, jednak te 20 lat pracy w szpitalu w Międzychodzie, czy teraz w Drezdenku (co prawda dopiero miesiąc) zaabsorbowały mnie dokumentnie, ponieważ praca nie zaczyna się od 7:00 i kończy o 15:00, a żeby taki szpital mógł funkcjonować trzeba czasami popracować w domu, a czasami trzeba posiedzieć i popracować dłużej w pracy. Trzeba też pewne rzeczy przemyśleć na spokojnie i to się robi jak jest czas w domu. Tak, że jeśli chodzi o hobby, to lubię jeździć na nartach, chociaż już od kilku lat nie byłem na nartach.

PZ: Wybiera pan nasze polskie góry, czy może Austria i tamte rejony?

MB: Raczej polskie, chociaż zawsze sobie obiecywałem będąc w polskich górach, że to już ostatni raz, ale jakoś zawsze wracałem, bo nie było czasu, żeby pojechać gdzieś dalej. Przeważnie trafiałem tam podczas ferii, przez co dłużej się czekało na wjazdach, czy w kolejce, a na zjazdy zostawało mało czasu.

PZ: Narty to hobby sezonowe, a poza sezonem?

MB: Rowerem jeździć nie lubię, spacerować jakoś za specjalnie też nie. Lubię podróżować, ale chyba większość ludzi ma takie hobby.

PZ: Lubi pan motocykle?

MB: Pewnie jest pani za młoda, żeby pamiętać, że były takie Simsony NRD-owskie…

PZ: Pamiętam…

MB: To właśnie na tym się moja motocyklowa – jeżeli można tak to nazwać – przygoda skończyła. Jakoś mnie do tych sportów nie ciągnie, gdyż myślę, że mimo wszystko są niebezpieczne.

PZ: A słucha pan muzyki, gdy chce się odstresować?

MB: To są najtrudniejsze pytania, ponieważ przez 20 lat moje życie prywatne wyglądało bardziej jak służbowe. Zawsze żyję pracą, nie mogę oddzielić jej od życia prywatnego, choć staram się coraz bardziej to robić. Lubię każdą muzykę, która jest miła dla ucha.

PZ: Heavy metal? (uśmiech)

MB: Bardziej łagodną, ale rockowa też nie.

Dziękuję za rozmowę, trzymam kciuki za pojawienie się tomografu komputerowego oraz oddziału ratunkowego i myślę, że jeśli za rok o tej samej porze spotkamy się znowu na wywiadzie, to będę mogła już napisać o powyższym nie jako in spe, a jako tu i teraz. Życzę owocnej pracy i wielu sukcesów, na które wszyscy z życzliwością czekamy.

Rozmawiała: Paulina Zych