Tradycja obchodzenia Mikołajek towarzyszyła mi od najmłodszych lat i opierała się w głównej mierze na otrzymywaniu drobnych prezentów od najbliższych i cukierków od szkolnego Mikołaja za zaśpiewanie kolędy albo wyrecytowanie wierszyka.

Obecnie jest to dla mnie dzień, w którym wszyscy okazują sobie życzliwość, obdarzają się upominkami i serdecznymi uśmiechami. Warto również zwrócić uwagę na historię tego „święta” w naszym kraju. W kościele katolickim i prawosławnym, 6 grudnia jest dniem wspominania biskupa Mikołaja z Miry, jednak religijny wydźwięk tej daty został wyparty przez współczesny świat.

A jak Mikołajki mają się do szkolnej rzeczywistości? Nikogo chyba nie zdziwię stwierdzeniem, że uczniowie w naszej szkole czekają na ten dzień z wielu względów. Pierwszym jest zwyczaj nie pytania uczniów, którzy mają na sobie mikołajkowe czapki. Drugim przykładem celebrowania tego święta, choć nie w bezpośredni sposób, jest wyjazd do Berlina na jarmark bożonarodzeniowy, organizowany przez germanistów w okolicach 6 grudnia. Kolejnym aspektem odróżniającym ten dzień od innych jest ofiarowywanie mikołajkowej paczki osobie, którą się wcześniej wylosowało. Szkoła organizuje również konkurs na najpiękniejszy wieniec i kalendarz adwentowy, który cieszy się dużą popularnością wśród społeczności uczniowskiej. Przez cały dzień, w trakcie przerw, przez radiowęzeł puszczane są świąteczne piosenki, a w całej szkole pojawia się iście świąteczna atmosfera, która utrzymuje się aż do końca grudnia.

Osobiście bardzo lubię to małe święto i czuję do niego wielki sentyment. Każdy z nas potrzebuje niekiedy odskoczni od szarej rzeczywistości, a obchodzenie Mikołajek może być do tego idealną okazją. W dniu, takim jak ten, pozostawmy jesienną chandrę za sobą, wyjdźmy do świata z uśmiechem na ustach i dajmy coś od siebie – to nic nie kosztuje.

Inga Wojas