Przyroda we mnie została. 

We wsi, gdzie było 30 kominów wychował się Ludwik Lipnicki, dopiero jako uczeń liceum znalazł się w Gorzowie Wielkopolskim.

Cztery pory roku były jak na dłoni, towarzyszyły dzieciństwu, także w pracy, bo dzieci miały swoje obowiązki, również dzięki temu poznawały inne realia mijającego czasu.

Przyroda była, jest w nas.

Jakże inne dzieciństwo przeżywały dzieci na wsi, inne od tego, które towarzyszyło dzieciom w mieście, zwłaszcza dużym mieście.

Na pewno jednak tym dzieciom nie kojarzą się kolejne pory roku z pracą, ciężką, trudną lecz konieczną.

Na zabitej deskami wsi – wspomina Ludwik Lipnicki – już od wczesnego dzieciństwa towarzyszyła mi i mojemu rodzeństwie poezja. W domu była duża biblioteka. Książki nie tylko stały na półce, były czytane, co nie było proste, bo dni obfitowały w obowiązki, a praca nie była łatwa.

Ojciec Ludwika brał udział w wielu konkursach recytatorskich – a pochodził ze stron rodzinnych Mickiewicza, stąd szczególny sentyment do dzieł wieszcza narodowego; miał piękny głos, a teksty konkursowe przygotowywał, powtarzając je sobie i opracowując wyjątkową interpretację podczas żmudnej pracy. Bywało,że ballady Mickiewicza, choćby Świtezianka, towarzyszyły wrzucaniu siana do stodoły w rytm wygłaszanych wersów. A wieczorami, jeszcze długo przy lampie naftowej, ojciec czytał powieści Sienkiewicza. W mroku izby, patriotyczne słowa pięknej bogatej polszczyzny pisarza miały szczególny wpływ na młode serca i umysły.

Mama- wspomina Ludwik- robiła dzieciom na drutach swetry, rękawice, skarpety z wełny, a tata czytał głośno. Cienie na ścianach towarzyszyły wyczynom bohaterów Trylogii, co miało wpływ na wyobraźnie i sprzyjało włączaniu się w akcję kolejnych tomów powieści.

Skażony poezją.

Jak tu nie ulec skażeniu, kiedy miało się takie dzieciństwo? To było naturalne. Inaczej nie mogło być.

Z wierszy Ludwika, wielu, bo wiele wydał tomików, emanuje prostota, umiłowanie przyrody, tej najbliższej, bliskiej także sercu, bo Bory Tucholskie związane są niemal z całym życiem- nie tylko zawodowym- Ludwika i jego rodziny.

„Wiersze się kłębią w Borach Tucholskich, tylko trzeba je zauważyć i zapisać”- mówi. Proste?

Trzeba być poetą, a Ludwik Lipnicki poetą jest.

Kiedy w Borach Tucholskich nawałnica zniszczyła około 40 wsi, trzeba było pomóc ludziom, którym dach z domów i budynków gospodarczych udał się w nieznane.

Ludwik zdeptał tam wszystkie ścieżki, zjeździł rowerem, pokochał te ziemie, Czterdzieści tysięcy ha lasów legło pokotem. Najpierw z Moniką, córką, ruszył z pierwszą pomocą, potem odzew był wielki. Uformowały się konwoje. Kiedy wyjeżdżali do siebie, żegnały ich syreny- była to forma podziękowania ludziom, którzy okazali serce innym ludziom, poświęcili im czas, podczas powrotu do domów, tutaj, okazało się,że pół wsi już zakłada papę na najbardziej uszkodzone dachy, pomagali sobie nawzajem, tak było szybciej i sprawnej, i koiło nerwy, łączyło. To jest prawdziwa solidarność.

Ludwik Lipnicki jest lichenologiem. Czym się zajmuje? Porostami. W małym można zobaczyć problemy świata – mówi. Porosty są maleńkie, ogląda się je pod lupą. Jest w nich cała fizyka, chemia, biochemia i biologia.

Porosty nie są mchami, jak bocian nie jest krową – mówi profesor Lipnicki.

Dziwny , piękny świat. Którego nie widzimy, a jest. To żyje.

Córki były nim zafascynowane. Ewa, najmłodsza, bardzo żałowała, że jej koleżanki z przedszkola, nie mogą zobaczyć porostów, ale, gdyby były większe – stwierdziła Ewa- nie byłoby miejsca na róże.

Bard Leonard Luther do wierszy Ludwika stworzył muzykę. Niektóre z nich dotyczą Wdy, Czarnej Wody, która „ Okoliła krzywokolny swój matecznik /dała miejsce jarzębinom roześmianym i leszczynom orzechowym/( …)/ Usypała wąską ścieżkę byśmy weszli/ od krzywego koła życia tu znaleźli zapomnienie”.

Ludwik Lipnicki jest autorem prozy, zbioru anegdot Duch Czarnej Wody, Pana Iko, Drzewa i krzewy Drezdenka i sporo prac naukowych o trudnych dla laika tytułach.

Spotkanie z Ludwikiem Lipnickim/Fot. D. Zych.

W każdym człowieku można znaleźć dobro. Nie trzeba dużo wysiłku, by to zobaczyć.

Ludwik Lipnicki dzieli się na koniec swoją filozofią, przyjmijmy to jako filozofię LL:” Zasada lustra, nasi rozmówcy są lustrem naszych zachowań”. Trudno nie przyznać mu racji. Być może niedługo ( niedługo według LL to około pół roku) ukaże się kilka kolejnych wierszy w postaci piosenek śpiewanych przez barda Leonarda Luthera. Czy będzie można je kupić?

W dyskusji, obecni w ciasnej, ale gościnnej sali biblioteki drezdeneckiej, dzielili się z Ludwikiem swoimi wrażeniami, zadawali pytania, rozmawiali z Człowiekiem, który zechciał z nimi podzielić się swym dorobkiem naukowca, poety, prozaika,wędrowca, miłośnika ziemi drezdeneckiej i Borów Tucholskich. To było niezwykłe spotkanie, pełne empatii szacunku dla człowieka i natury.

Ludwikowi towarzyszyły w spotkaniu książki, poza utworami poetyckimi zebranymi w tomiki, czy pisanymi prozą, wrażenie robiły pozycje naukowe, także artykuły naukowe i popularnonaukowe. Dodać tu warto, że centralna część Parku Narodowego Bory Tucholskie, którego Prof. Lipnicki jest jednym z „ojców”, nosi nazwę Pętla Lipnickiego ( na ten temat też można było znaleźć na wystawce materiały).

Podczas rozmów zwracały uwagę rozwieszone na ścianach fotogramy z wypraw Ludwika Lipnickiego do Ameryki Północnej( jest ich autorem),dzięki temu znaleźliśmy się w klimacie wędrówek i przeżyć Wędrowca. „Weekendowy Szlak Naukowy”, nie bez kozery, taki właśnie tytuł ma cykl spotkań odbywających się w tym samym czasie w wielu bibliotekach województwa lubuskiego. Z kim? Właśnie z takimi ludźmi, jak Ludwik Wielu Talentów, ale nasz bohater jest wyjątkowy, to człowiek bardzo skromny, twórczy, otwarty,pogodny, pełen empatii wobec ludzi jak również sprawdzony obrońca przyrody.

Spotkanie prowadzili sprawnie i z humorem a także z podziałem na role: Teresa Debaere (twórczość) i Wiesław Pietruszak ( życie i praca zawodowa).

Danuta Zych