Miasto, dla swego dobra, czytaj: dobra swych mieszańców, powinno być przyjazne.

Czy Drezdenko jest miastem przyjaznym? Popatrzmy, przejdźmy się ulicami naszego miasteczka i zauważmy, co składa się na jego bycie przyjaznym wobec nas, a co nie. Zazwyczaj, gdy porusza się ten problem, ma się na myśli ludzi niepełnosprawnych i ich możliwość lub nie dotarcia do sklepów, urzędów, miejsc, gdzie chcą czy muszą coś załatwić, ale nie ograniczajmy się dziś do tej jednej grupy mieszkańców, mówmy o ich szerokiej reprezentacji, może o wszystkich i ich potrzebach. Cóż widzimy? Otóż wszędzie, na każdej ulicy, w każdym wolnym miejscu stoją samochody. Dobrze,że jest ich dużo, bo świadczy to nie tyle o zamożności mieszkańców, co raczej o ich zaradności i potrzebie poruszania się przy pomocy czterech kółek, natomiast źle, bo brakuje parkingów, samochody zostawia się wszędzie nawet w miejscach niedozwolonych, a może zwłaszcza tam, bo to jedyne miejsca jeszcze wolne. Do czasu. A więc w tej dziedzinie, Drezdenko miastem przyjaznym nie jest.

Dalej. Stan naszych dróg i to wszystkich: gminnych, powiatowych, wojewódzkich …jest taki, że przypomina się zdanie wypowiedziane przez służącą Melchiora Wańkowicza, które pisarz zacytował w swej arcyciekawej książce Ziele na kraterze. Mianowicie Cielęcina, tak rodzina nazywała pokątnie niezbyt rozgarniętą służącą, podczas spaceru po ogrodzie zoologicznym na widok żyrafy rzekła: Takiego źwirza to ni ma. Takich dróg poza powiatem strzelecko- drezdeneckim to ni ma. Mówię to z całym przekonaniem opierając się na autopsji. Ni ma! Czyli znów Drezdenko przyjaźnią nie grzeszy.

Kolejna sprawa. Dojazdy uczniów szkół średnich, a mieszkających na wsi, do wybranych placówek oświatowych. Kończy się przywilej darmowej jazdy autobusem na szkołach podstawowych, reszta musi sobie radzić sama. I tak jest od lat. Od wielu lat. Niektórzy nawet mówią,że skoro oni mogli w deszczu i mgle wędrować ze wsi do miasta każdego dnia w tę i z powrotem, to może to czynić również dziś młody człowiek, który chce się uczyć. Niektórzy też zapominają, że odległości są czasem znaczne i że zmieniły się realia. Na szczęście coś w tej sprawie ruszyło i młodzież może z powodzeniem dotrzeć rano do swej nowej szkoły przy pomocy autobusu dowożącego dzieci do Szkoły Podstawowej nr 3 w Drezdenku. A zatem należy ten problem uznać za częściowo rozwiązany i dopatrzeć się nieco przyjaźni w zachowaniu władz Oświaty wobec młodzieży, która nie jest już pod jej kuratelą; częściowo rozwiązany, bo nie do końca ustalono jeszcze możliwość powrotu tychże młodych ludzi po lekcjach do domu. Nie jest to takie proste, jak się wydaje.

Czy miasto jest przyjazne wobec mieszańców wsi? Otóż nie. Drogi gminne wołają o pomstę do … właśnie, do kogo. Niebo zbyt odległe, a na łąki, pola i do miasta dojechać trzeba. Ciężkim sprzętem po takich drogach, które chudną coraz bardziej, a dieta cud ma związek z krzakami, które panoszą się coraz bardziej i zagarniają jej kolejne centymetry, już metry, dojechać nie sposób, droga należy do gminy, ale gmina najchętniej rzekłaby, że się jej wyrzeka. Tak, jak wyrzeka się drogi wojewódzkiej 174 ZDW w Zielonej Górze. Po co komu taka droga? Łata na łacie poganiana łatą. Już o niej film prześmiewczy był, nic to. Już w telewizji grała, bez powodzenia. Poza tym, że dziura goni dziurę, wytyczono pobocze, zaznaczono pomarańczowymi słupkami to,co należy do Zarządu Dróg Wojewódzkich i tyle. Pobocza się do tych słupków nie kosi, za daleko pewnie, za dużo paliwa pójdzie na niepotrzebną robotę, nikt też nie pomyślał o wycięciu niektórych krzewów, znakomicie zasłaniających widoczność, czy zjazdach na pola, które dostosowane winny być do wielogabarytowych ciągników z przyczepami, kosiarkami, zgrabiarkami, prasami a nie wyłącznie wozów konnych, których zresztą już na wsi nie uświadczysz. Ich nie ma.

Co by tu jeszcze?

Ano, nasza młodzież. Cóż jej miasto oferować może? Hmmm!

Jeśli ktoś gra w piłkę, to treningi, jest Lubuszanin, jest Akademia Reissa, są Orliki. Jeśli ktoś jednak Lewandowskim zostać nie chce… Jakoś nic nie przychodzi mi do głowy. O, jest szkółka plastyczna, no ale trzeba mieć jakiś choć maleńki talent. Jest orkiestra dęta, mażoretki, Paradise. Jest, ale trzeba mieć słuch muzyczny, ruszać się odpowiednio ,lubić tańczyć i trenować w pocie czoła. Co nam zostaje? Niewiele, a może tylko wygłupy na placu z fontanną.

Monitoring jest, ale brak tablicy informacyjnej przed wjazdem do miasta, więc może jednak monitoring nie działa tak, jak należy?Szkoda, bo zapobiegłby pewnie wielu niepotrzebnym wydatkom z naszego wspólnego budżetu. Może miałby choć niewielki wpływ na kulturę zachowania. Miasto przyjazne dzieciom? Owszem, piękny plac zabaw. Imprezy dla dzieci i dorosłych w Centrum Promocji Kultury. Lato w bibliotekach, oferta przygotowywana na ferie dla dzieci i młodzieży, koncerty, własne teatry, promocja poetów i malarzy, spotkania muzyczne… Jest wiele propozycji, ale… Co jest dla ludzi niepełnosprawnych, na wózkach inwalidzkich. Która szkoła jest przyjazna uczniowi poruszającemu się na wózku? Która instytucja? Nawet do świetlicy TPD Koła Pomocy Dzieciom Niepełnosprawnym nie ma podjazdu, bo go tam zrobić się nie da . Przynajmniej za niewielkie pieniądze. A do banku PKO BP po schodach byłej Kasztelanki inwalida czy stary człowiek z laską, nie wejdzie. Do sklepu z meblami tuż obok, nie wejdzie. Wyżej był kiedyś sklep z odzieżą, też niedostępny dla ludzi mających problemy z poruszaniem się, a nawet dla matek z wózkami i małymi dziećmi.

Nieprzyjazne są również zachowania ludzi z pieskami. Często ich pupile nie są na smyczy, nie mają kagańca, a co też ważne, właściciel niemal nagminnie, nie schyla się , by zebrać to, co jego podopieczny zostawił na chodniku, jezdni, w trawie. Czeka, aż mieszkańcy rozniosą fekalia na butach. Każdy przechodzień troszkę. Nieprzyjazny jest brak koszy na śmieci. Idziemy czasem ze skórką banana przez całe miasto, by wyrzucić ją do przydomowego pojemnika, uff, ale nam się wtedy podnosi ciśnienie.

Nieprzyjazne są sterty śmieci wszędzie, jak okiem sięgnąć, na poboczach dróg i w lasach. Opony wrzuca się do każdego rowu i niemal wszystkich zbiorników wodnych. Stare meble, ba, nawet nieużyteczną lodówkę. Pralkę. Dla szopa pracza? A przecież można inaczej. Tylko po co? Tak jest wygodniej. Komu? A za małą szkodliwość czynu nikt sprawców nieprzyjaznego stosunku do ludzi i przyrody karać nie będzie.

Jeszcze wyjątkowy kwiatek, bo dotyczy szczególnych ludzi. Budynek Opieki Społecznej i siedziba Środowiskowego Domu Samopomocy. Od lat stoją tu rusztowania, które znakomicie utrudniają wszystkim, zwłaszcza ludziom mającym kłopoty z poruszaniem się, życie. Nieczynny od dawna podjazd prowadzący do odrębnego wejścia do ŚDS, uniemożliwia osobom na wózkach dostanie się do środka, stwarza też ich opiekunom dodatkowe problemy. Mało ich mają? Trzeba zamiast spokojnie wjechać, podprowadzić wózek z osobą niepełnosprawną pod drugie lub trzecie wejście i … wnieść razem lub osobno po schodach człowieka, który waży określoną ilość kilogramów i sprzęt, który też lekki nie jest. Rozumiem, remont trwa, ale co jest ważniejsze w tym remoncie, powinno być oczywiste. Windy nie ma. Osoby, które muszą pojawić się na piętrze Opieki Społecznej, wspinają się po stromych schodach, a często są to ludzie w podeszłym wieku, schorowani, mający problemy z lokomocją. Kogo to obchodzi? Gdyby obchodziło, już dawno by zamontowano windę zewnętrzna, bo wewnątrz już na nią nie ma miejsca. Nie ma też koperty z oznakowaniem miejsca postoju i parkingu dla osoby niepełnosprawnej, która albo uczęszcza do środowiskowego, albo przychodzi w swoich sprawach do opieki społecznej. A ulica Marszałkowska oblężona jest również przez stojące nawet osiem godzin samochody ludzi, którzy pracują w którejś z instytucji. I tak wraca problem parkingów i miejsc parkingowych na drezdeneckich ulicach. W całym tym bałaganie zapominamy o ludziach, dla których przejście 200-300 m jest problemem, bo poruszają się o kulach, albo na wózkach, muszą parkować daleko od miejsca przeznaczenia, bo zdrowi zajmują na wiele godzin kilka dogodnych dla wszystkich miejsc. Zdarza się, że spiesząca się do pracy osoba, trąbi na niepełnosprawnego z trudem wydostającego się z samochodu, tak ma zakodowane, że jest ważniejsza, że od niej wiele zależy, a kto staje na drodze powinien szybko zmykać. Jedna choćby niebieska koperta z symbolem niepełnosprawności spowodowałaby zmianę sytuacji, tak jak zwykła poręcz przy stromych schodach wejściowych do Środowiskowego Domu Samopomocy i Opieki Społecznej spowodowała ongiś, że ludzie z problemami motorycznymi, czują się o wiele bezpieczniej. Tylko o tym trzeba pomyśleć, to trzeba widzieć, działać, a nie tylko planować.

A więc, jest Drezdenko miastem przyjaznym? Jest Drezdenko, jako gmina, przyjazne wsiom i ich mieszkańcom?

Każdy powinien odpowiedzieć sobie sam. Ja uważam, że nie.

Fot. Danuta Zych