Szlakiem opustoszałych fabryk. Zrujnowanych, zamkniętych, nieobecnych w życiu mieszkańców Drezdenka. Od lat.

            Gdzie można i należałoby zlokalizować nowy zakład pracy, by jego usytuowanie nie wywoływało zbędnych emocji.

Przyjrzyjmy się miejscom po fabrykach, które niegdyś dobrze prosperowały, a dziś ich już nie ma.

Jest ich dużo, tych miejsc, już na samej al. Piastów bądź zaniedbane ruiny szczerzą pozostałości świetności i wyblakłe napisy, bądź wysokie chwasty panoszą się tam, gdzie niegdyś słychać było szum pracujących maszyn.

To w ogóle dziwna i nieszczęsna ulica. Idąc od Orlenu w kierunku Meprozetu, mamy okazję przyjrzeć się jej dokładnie. Jedynym eleganckim akcentem jest tu Lidl ze swymi zadbanymi parkingami i bryłą sklepu. Po drugiej stronie… no cóż, dziury i błoto, rozjechane krawężniki, psy na spacerach bezstresowo załatwiają swe potrzeby, nie oglądając się na kosze z przyborami higienicznymi  dla nich. Parkingi dla dużych zabłoconych samochodów w zasadzie nikomu nie przeszkadzają, chyba że spacerowiczom z wielkimi psami na smyczach lub bez. Bulwersować mogą jedynie koleiny w rozmiękłej ziemi, które zostają po ich odjeździe.  Przed zakrętem w prawo , za Lidlem już wspomnianym, spora połać niczego. Niczego? Nie. Kiedyś tu były zakłady pracy, zwane popularnie Świdrami ( Zdobycz Robotnicza, wejście od ul. Poniatowskiego). Teraz chwasty i wydeptane ścieżki, którymi wędrują rożni ludzie, ci którzy skracają sobie drogę, próbując przedostać się przez zapory z chaotycznie rozrastającej się zieleni ,ukrywające ślady czegoś, może picia piwa, wódki, trudno coś stwierdzić z całą pewnością- choć opakowania po napojach walają się wszędzie, ukrywa je wysoka trawa i krzaki, krzaki, krzaki-  z pewnością natomiast można rzec: nikomu nie zależy ,żeby tu było choćby przyzwoicie pod względem estetyki. Nieco dalej, jeszcze przed zakrętem, radowała oczy enklawa zieleni, przyciętych trawników, ścieżek przez działkę, maleńkich altanek, pochylonych nad uprawami ludzi, którzy z miłością o nie dbali.  Tu było pięknie, wiele osób zatrzymywało się, by podziwiać  bielusieńkie róże kalafiorów, dorodne głowy kapusty, koper i zgrabne  ogórki, kule wiśni na drzewach, schowane pod liśćmi truskawki  i agresty, porzeczki, porzeczki, agresty…

          Za zakrętem , gdzie odchodzi ulica Żeromskiego resztki płotów, murów i ugór po lewej stronie, jakieś dzikie wysypisko i stawki. Mokro tu. Po prawej wspomnienie „Świdrów”, z wyblakłymi napisami o higienie i bezpieczeństwie pracy, straszą puste okna i wyszczerbione mury, z metalowych płotów wyniesiono już wszystko, co dało się wynieść. Część ulicy skręca w lewo, przybierając  inną nazwę, własną, domki, zadbane, też własne, z ogródkami i garażami, dużo kwiatów, nawet przy chodnikach. Po prawej nowoczesne boisko sportowe należące do popularnej Dwójki, za nim znów miejsce, które straszy. To tu można było podczas przerwy w lekcjach, zimą, przeskoczyć przez niski płot albo przecisnąć się przez dziurę, którą ktoś wcześniej już odkrył i przywłaszczyć sobie płytę pilśniową, by dzieląc się nią z kolegami, zjechać ze stromej górki wprost na boisko do szkolnej piłki nożnej, albo uderzyć w mur budynku szkolnego, w którym mieszkały rodziny nauczycieli.

                    Idziemy dalej, znów domy i domki, z kwiatami przed wejściem, przy chodniczku prowadzącym do drzwi wejściowych. Domki coraz nowsze, coraz ładniejsze z eleganckimi krzewami, które przycinane w odpowiednim czasie i przez znających się na tym architektów przestrzeni, przyciągają wzrok, każą podziwiać i naśladować. Na końcu ulicy, która ma w nazwie aleję ,usadowiło się po prawej złomowisko- gdzieś musi, tu chyba mniej przeszkadza niż przy dworcu kiedyś- lekko w lewo Meprozet, bardziej w lewo uroczy nowoczesny dom i droga, droga prowadząca do pięknej krainy, to tutaj na wielu hektarach, na przestrzeni pól i łąk im przyjaznych, mają swoje siedliska gatunki ptaków, które w wielu krajach już wymarły.

            Gdzie jeszcze , byle nie w tym wyjątkowym miejscu, można usytuować nowe zakłady pracy?  Jedźmy w stronę Niegosławia. Tam, niedaleko za miastem rzucają się w oczy mury aktywnej kiedyś przetwórni. Dużo tu miejsca, dużo budynków, większych, mniejszych, biura i zakładu przetwórstwa owoców i warzyw. Ogóreczki, sałatki warzywne, gołąbki, fasolka, fasolka po bretońsku, paprykarz szczeciński, nawet peklowana słonina… Dżemy , zwłaszcza z czarnej porzeczki, miały swoich wielbicieli i wyznawców. Prawdziwą renomę,ale nie pomogła. Dziś to już przeszłość, ale miejsce zostało, dużo miejsca, budynki mają się dobrze więc… może czas na reanimację?  Za przetwórnią sporo wolnych  terenów, do zagospodarowania.

Ale nie. Lepiej postawić jeszcze jedną halę odlewni za Meprozetem, gdzie kraina rzadkich ptaków, gdzie droga wyboista i wąska, po obu stronach domy , a w nich przecież ludzie. Będą zachwyceni wzmożonym ruchem pod ich oknami, hałasem, smrodem i wyziewami. Odlewnia to nie fabryka cukierków.

Zniszczona przyroda, ptaki, które już tu nie będą gniazdować… tego chcemy.

Nie jest to dobre ani dla ptaków, ani dla ludzi.

Kto dziś buduje fabrykę w mieście? Wśród ludzi?

Po to, by  szkodzić?

Ludziom

Ptakom

Nam

Im.

Danuta Zych