Kosin, mała wioska w Lubuskiem, bezkresne lasy, a w nich grzyby i wspaniałe miejsca spacerowe, wymarzone trasy dla koni, czyste rzeki, sympatyczni, życzliwi ludzie. Czegóż chcieć więcej?

Na skraju wsi Ośrodek Turystyki i Rekreacji Jeździeckiej, popularna Stadnina zaprasza do korzystania ze swoich usług. Jest tu dworek, a w nim Dworek Kosiński, restauracja o takiej nazwie, gdzie można dobrze zjeść a i posiedzieć z przyjaciółmi. Hotele na każdą kieszeń, tę studencką również. Blisko Noteć, na którą można spuścić kajak i popłynąć z prądem aż do Drawy, najczystszej rzeki w Polsce. Widoki niezapomniane, a i ryby spolegliwe. Quadem, koniem, bryczką , zimą saniami, ciuchcią? Jak kto woli. Cennik wisi i informuje bez szokowania. Można wynająć instruktora i nauczyć się jazdy konnej, można rozeprzeć się w ciuchci i zwiedzić okolice nie nadwerężając mięśni, można wsiąść na rower i zagłębić się w puszczę, pograć w siatkówkę, badmintona, tenis stołowy też czeka. A wieczorem odpocząć od wrażeń przy ognisku, pośpiewać zapomniane?, jednak nie, piosenki i pieśni, które znają wszystkie pokolenia.

Dużo budynków na terenie ośrodka służy ludziom i zwierzętom, żyją tu w symbiozie, ku radości dzieci, zwierzątka mniej lub bardziej dzikie, można je pogłaskać, przyjrzeć się im, nakarmić. Ciuchcia Kosińska zabiera jednorazowo 50 osób w dwóch wagonikach, można się nią wybrać do pobliskiego Drezdenka , gdzie sporo ciekawych miejsc, albo zwiedzić okolice Kosina.

Można tu przyjechać, zabawić się w Sylwestra, zjeść obiad noworoczny i wrócić po trzech dniach do obowiązków całkowicie zrelaksowanym. Dzieci też są mile widziane, zorganizowanym grupom stadnina oferuje aktywne spędzanie jednego dnia wśród zwierząt, o których dzieci nie tylko dowiedzą się ciekawostek, końmi będą mogły się zaopiekować, wsiąść im na grzbiet, nakarmić, oczyścić. W małym zoo poznają bażanty, kózki, daniele, dziki, osiołki, gołębie, perliczki a nawet muflony i lamy oraz strusie. Na każde dziecko czeka ciepły poczęstunek i napoje.

Ośrodek oferuje tygodniowe wczasy na skraju puszczy Drawskiej i Noteckiej. Czyste jeziora są oczekiwaną atrakcją, jest ich w okolicy sporo, bogate w wiele gatunków zdrowych ryb, stanowią prawdziwą atrakcję. Na tych, którzy lubią spacerować czekają oznakowane szlaki turystyczne, w lasach grzyby i spotkania z wieloma gatunkami rzadkich gatunków ptaków. Można doskonalić swą umiejętność utrzymania się w siodle, lub poruszać się wygodną bryczką a nawet wozem zaprzężonym w konie.

Budynki, które wznoszono w pobliżu dworku, rosły jak grzyby po deszczu. Western City, Małe zoo, Świat bajek, Skansen maszyn rolniczych, barek kawiarniany, Cytrynka- sklepik z pamiątkami, Galeria, wypożyczalnia sprzętu rekreacyjnego, szatnia dla jeźdźców…

Stadnina trzymała rękę na pulsie wydarzeń, to tu organizowano zabawy sylwestrowe, aukcje na rzecz dzieci chorych, Hubertusy, majówki, gonitwy za lisem, uczono jazdy konnej i opieki nad zwierzętami, prowadzono hippoterapię, wydawano foldery, kalendarze, jednodniówki, pocztówki, organizowano koncerty, dyskoteki…

I nagle wszystko upadło!

Wszystko przepadło!

Dziś to miejsce straszy i przeraża.

Co było tego przyczyną?

Co się przez Ośrodek Turystyki i Rekreacji Jeździeckiej przetoczyło?

Jakie tsunami?

Może świadome i zaplanowane niszczenie z pewnego powodu. Jakiego?

Kto dopuszcza do takiego rujnowania i wynoszenia majątku, wszystkiego, co da się zabrać bądź zrujnować?

Podobnie jest w siedzibie Wyższej Szkoły Ekonomicznej prof. Janusza Merskiego na ulicy Wolskiej w Warszawie. Dwa miejsca bliźniaczo zrujnowane, ogołocone i pozostawione w nich dokumenty, które powinny być zabezpieczone.

Przypadek?

Na pewno nie!

Więc co?

Może po reportażu Elżbiety Jaworowicz i zainteresowaniu się problemem prawników współpracujących ze Sprawą dla reportera, nieco się przejaśni na linii zrujnowane instytucje- prof. Merski, tym bardziej, że zachowanie dotychczasowego właściciela AlmaMer i Ośrodka w Kosinie, zdumiewało i powodowało kiwanie głową z dezaprobatą i politowaniem nad kulturą wypowiedzi tego pana z tytułami- jak widać tytuły nie są gwarantem kultury, a może tytuły nie są z prawdziwego źródła. Zapytany o to Janusz Merski, zresztą rektor niejednej uczelni, obrzucił zebranych stekiem nieparlamentarnych słów, czym przyczynił się do uznania jego osoby za personę dość wątpliwą. Cóż, nikt nie da sobie ręki obciąć za maniery ludzi bez manier. Ot, tyle na temat zachowania, które wykroczyło daleko poza przyjęte standardy.

Jaki pan, taki kram.

A kram upadł.

Kosin, mała wioska w Lubuskiem, bezkresna głupota właściciela stadniny?, cwaniactwo?, niegospodarność?, pech?, przemyślana działalność?, sabotaż????

Pytania można mnożyć.

Czekamy na odpowiedź.

A władzom miasta powiemy tylko jedno: Szkoda, że taki obiekt niszczeje, że wszystko od lat zawieszone jest w próżni. Gminie potrzebny jest taki obiekt, choćby na miejsce zamieszkania osób niepełnosprawnych z rodzicami, którzy już też potrzebują opieki.

Może warto poszukać sponsorów, którzy pomogliby kupić byłą stadninę, przeznaczyć ją na szczytny cel, a nie przyglądać się spokojnie, jak czas i ludzie działają na jej niekorzyść. Mamy też specjalistów od uzyskiwania pieniędzy unijnych, warto się nad tym pochylić, zanim będzie za późno. Lada moment okaże się, jaki jest status ośrodka, wtedy można zacząć działać, ale przedtem musimy wiedzieć, my sami, czego właściwie chcemy i kto może te oczekiwania zrealizować. Bo patrzeć bezmyślnie na to, jak wszystko niszczeje i ulega degradacji, każdy potrafi. Nie bądźmy, jak każdy.

Danuta Zych

Zapraszamy do fotogalerii:

TAK BYŁO:

TAK JEST: